25.09.2025 r. (czwartek), godz. 18.00
Galeria Oranżeria
Wstęp: wolny
Agnieszka Chrzanowska-Małys to artystka wizualna, animatorka kultury, edukatorka. Ukończyła Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych w Kielcach (specjalizacja: tkanina artystyczna). Absolwentka Wydziału Architektury Politechniki Śląskiej w Gliwicach oraz Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Ukończyła studia podyplomowe na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie (sztuka z papieru). Uczestniczka wielu wystaw indywidualnych oraz zbiorowych w kraju i za granicą. Jej prace znajdują się w zbiorach Muzeum ASP w Krakowie, Muzeum w Gliwicach, Muzeum Rzemiosła w Krośnie, Galerii Sztuki Współczesnej BWA w Olkuszu oraz w kolekcji Międzynarodowej Fundacji Amateras w Sofii (Bułgaria). Członkini Związku Polskich Artystów Plastyków oraz Polskiego Komitetu InSEA – Międzynarodowego Stowarzyszenia Wychowania przez Sztukę. Założycielka autorskiej pracowni plastycznej Studio ACM w Gliwicach.
Ślady codzienności
Obiekty z papieru, tkanina
W swojej twórczości eksploruje obszary związane z szeroko pojętym włóknem i materią organiczną. Krucha substancja roślinna staje się nie tylko inspiracją, lecz także realnym tworzywem – zarówno w batikach, jak i w unikalnych odlewach z papieru czerpanego, w których zatapia fragmenty roślin. To właśnie natura, przefiltrowana przez osobiste przeżycia i pamięć, staje się głosem w tej subtelnej opowieści.
Artystka ukazuje swój wewnętrzny, osobisty krajobraz – fragment przestrzeni, który otwiera zmysły na wyobraźnię, obserwację i odczuwanie. Cechą wspólną prezentowanych prac jest ich intymny, emocjonalny charakter. Oglądane z uwagą obiekty ukazują różnorodność struktur i faktur, jakie daje włókno i organiczne podłoże. Malarskość papieru, jego sensualność i kruchość, wzbogacone obecnością odlewów z roślin, traw i nici, tworzą kompozycje, które działają nie tylko wizualnie, ale i dotykowo – aktywując zmysł często zapomniany we współczesnym świecie. To właśnie dotyk – zarówno dosłowny, jak i metaforyczny – staje się mostem między dziełem a odbiorcą. Każdy element niesie w sobie ślady – biologiczne, emocjonalne, filozoficzne. To materialne zapisy doświadczenia, codzienności, ciała, trwania.
Codzienność, rozumiana jako zbiór powtarzalnych gestów i rytuałów, stanowi dla artystki głębokie źródło inspiracji. Niepozorna i cicha, staje się przestrzenią twórczą, niosącą znaczenia, które łatwo przeoczyć. Wystawa „Ślady codzienności” jest więc nie tylko hołdem dla materii natury, ale i dla zwyczajności – tej niedostrzegalnej, lecz fundamentalnej warstwy życia. Z duchowym wsparciem myśli Jolanty Brach-Czainy, której filozofia obecna jest w każdej warstwie tej twórczości, artystka pokazuje, że piękno przemijalne nie traci na wartości. Wręcz przeciwnie – staje się miejscem zadumy, skupienia i spotkania z samym sobą.
Oglądając te delikatne kompozycje – papierowe pejzaże, szkicowniki, portrety utkane z obierek ziemniaczanych – zostajemy wciągnięci w opowieść o kruchości, powtarzalności i znaczeniu codziennych gestów. To przestrzeń, w której widz może zatrzymać się na chwilę i uważnie przyjrzeć temu, co zwykle mija niezauważone. „Ślady codzienności” przypominają, że to, co najważniejsze, często dzieje się po cichu. I choć przemija – nie znika bez śladu.
Ślady codzienności
„Podstawę naszego istnienia stanowi codzienność.” – Jolanta Brach-Czaina, „Szczeliny istnienia”
Źródłem moich inspiracji jest natura. Nie tworzę jednak realistycznych odwzorowań, lecz osobiste, wewnętrzne „zapiski” – obrazy uwolnione z wnętrza pod wpływem impulsu, przybierające kształt artystycznej wypowiedzi budowanej wokół krajobrazu.
Impulsem bywa tekst, literacki lub filozoficzny, który budzi we mnie poczucie współodczuwania. Zdarza się, że czyjeś słowa stają się wyrazem moich własnych intuicji, wątpliwości i poszukiwań. To doświadczenie jednocześnie przytłaczające i uskrzydlające.
Ważny jest dla mnie malarski język, czasem wystarczy fragment, który poruszy wyobraźnię, otworzy obraz i uruchomi proces twórczy. Takie właśnie obrazy towarzyszą mi, skłaniają do zatrzymania, do wewnętrznego dialogu. Jednymi z pierwszych tekstów, które wywarły na mnie istotny wpływ, były książki Józefa Czapskiego. W „Wspomnieniach starobielskich” zapisał: „Po pewnym czasie wypływają na powierzchnię fakty, detale, o których się nawet nie miało pojęcia, że gdzieś w zwojach mózgowych zostały ‘zmagazynowane’. Przy tym wszystkim te wyrastające jakby z podświadomości wspomnienia są bardziej przetopione, organicznie powiązane i bardziej własne.”
Krajobraz, pejzaż, natura – a raczej mój własny pejzaż, „zmagazynowany” w głębi ciała i pamięci, przefiltrowany przez emocje. To nie rzeczywistość wprost, ale twórczo przekształcona przestrzeń, stanowiąca zapis emocjonalny. Zamiast odwzorowania – odczucie. Zamiast dokumentu – opowieść.
Każda praca powstaje jako osobisty krajobraz, suma zjawisk subiektywnych i obiektywnych. Przetworzona pamięć, emocje i obrazy, które wracają. Przestrzeń, która nie jest zamazana, lecz uogólniona. Nie zawieszona w powietrzu, ale wypływająca z wnętrza – konkretna, cielesna, żywa. Prezentowane na wystawie obiekty powstawały w latach 2020–2025. Część z nich stanowi fragment dyplomu zrealizowanego pod kierunkiem dr Michała Marka i przy wsparciu mgr Moniki Koniecznej na Wydziale Malarstwa ASP we Wrocławiu. Kolejne prace powstają nadal – jako kontynuacja cyklu „taki to więc byłby krajobraz” oraz jako artystyczna rozmowa, czasem polemika z książkami polskiej filozofki Jolanty Brach-Czainy: „Szczeliny istnienia” i „Błony umysłu”.
To one pozwoliły mi oswoić egzystencjalne wątpliwości i otworzyły na nową, czułą perspektywę codzienności. Prezentowane obiekty stają się opowieścią o tym, co niewidoczne, niepozorne, o błahej, ale znaczącej codzienności. Niewidzialnej, ale do głębi odczuwalnej.
Materia
Obiekty dzielą się na trzy grupy:
1. wykonane z organicznej, roślinnej masy papierowej,
2. stworzone z papieru czerpanego,
3. uszyte z obierek ziemniaczanych.
Każda z tych materii jest krucha i podatna na czas, jak nasze życie. Każda nosi w sobie potencjał przemiany, starzenia się, zaniku. Szczególnie bliska jest mi tkanina i sztuka włókna. Jednym z podstawowych materiałów jest sitowie – roślina z rodziny ciborowatych, występująca na brzegach wód. Zbieram je na łąkach w okolicach gliwickiego Poligonu. Suszę, preparuję, a następnie tworzę z niego pulpę.
Proces jest długi i wymagający: gotowanie, rozcieranie, mielenie. Czasem do masy dodaję fragmenty zużytego papieru: notatki, zapiski, stare wydruki. Powstaje w ten sposób nowa materia – papier o naturalnej kolorystyce, niepowtarzalnej fakturze, pełen śladów, odprysków, zatopionych fragmentów roślin.
To zaproszenie do kontaktu z materią, nie tylko wzrokiem, ale i zmysłem dotyku. Przypominiała mi o tym Brach-Czaina:
„Dotykanie jest zjawiskiem dwustronnym. To świat nas dotyka, gdy my go dotykamy…”
Papierowe pejzaże, zbudowane z fragmentów, cierpliwie, krok po kroku, przypominają o codzienności, zwyczajnej, ale głębokiej. To krajobrazy kontemplacji i trwania.
W pracach takich jak „Szkicownik” czy „Szkice z natury” zapisuję chwile i emocje. Pojawia się nić. Symboliczna. Osadzona w coraz bardziej zatartej przestrzeni. Jej linia tworzy zarys postaci – rozmyty, nierealny, pozbawiony cech indywidualnych. Postać staje się częścią pejzażu. Krajobraz – staje się ciałem.
W pewnym momencie pojawił się impuls, by zajrzeć do wnętrza, dosłownie. Na własnoręcznie czerpanym papierze zaczęłam rysować fragmenty twarzy, czaszki, szkieletu. Woda rozmywała kontury.
Odwracając kartkę, zauważyłam plamy, zacieki, ślady, jakby echa tego, co było na awersie.
Tak powstały całuny.
Ważnym finałem tej opowieści jest tryptyk „Kształty codzienności” i „Portret ontyczny” wykonany z… obierek ziemniaczanych. Tak, tego najbardziej codziennego materiału. Skórek. Odpadków. Rzeczy trywialnej.
Sięgam tu po wątek krzątactwa, pojęcia wprowadzonego przez Jolantę Brach-Czainę. Powtarzalność, codzienność, opieka nad światem, troska. Portret to nie wizerunek konkretnych ludzi – to zapis istnienia kobiety w codzienności: córki, wnuczki, żony, matki.
Obierki zszyte czerwoną nicią, tkanina życia. Z czasem schną, kurczą się, deformują. Nić i tło zlewają się. Obrys postaci staje się coraz bardziej nieczytelny, jakby rozmywał się w czasie.
Materia
• Ziemniak – codzienność. Polskość. Dom. Trwanie.
• Nić – być może nić Ariadny. Droga przez labirynt dnia codziennego.
• Igła – zostawia ślady. Jak każdy gest. Jak każdy dzień.
Bez codzienności nie dostrzeglibyśmy wyjątkowości.
„Jesteśmy skazani na krzątactwo.”
Ale w tym tkwi nasze istnienie.
Ślady codzienności są też śladami bycia.

